Dżem dobry w tym nowym, lepszym, zdrowszym i szczęśliwszym nowym roku. Dawno się nie odzywałem. Pewnie dlatego, żem artystyczna dusza i mi się nie chciało. Ciągle wiszą mi w „do zrobienia” dwa lub trzy wpisy obmyślone jeszcze zeszłego roku. Poczekają jeszcze sobie.

Ale o czym ja tu?

A, o kolejnej mojej porcji zdjęć.

Nie za wiele mam ostatnio okazji do fotografowania, ale trafiła się jedna – w drodze, w czasie wyjazdu do Lublina. Nie wiem dlaczego tak się stało, mając ze sobą lustrzankę i niedawno zakupionego Instaksa żony, fotografowałem komórką. Nie będę wnikał jakie pobudki mną kierowały, może chwilowe odświeżenie umysłu, zmiana proporcji kadru, jakie daje Instagram, może wygoda, a może tylko zmęczenie. W każdym razie pstryknąłem wreszcie kilka zdjęć.

Patrzę na to, co zrobiłem i się zastanawiam. W portalu Instagram znaleźć można naprawdę sporo bardzo dobrych zdjęć, a te moje tak rewelacyjne nie są. A jednak mi się podobają. Bo są moje. Jest to chyba jakaś forma pamiętnika, rodzaj fotograficznych zapisków z podróży.

Teoretycznie przed publikacją takich zdjęć powinienem się dwa razy zastanowić, w praktyce jest to niemożliwe. Ten blog i mój fotoblog, w zamierzeniu bardziej artystyczne, gdzieś po drodze stały się tym, czym normalnie są blogi i fotoblogi – „ekshibicjonistycznymi pamiętnikami”. Pewnie dlatego jakiś czas temu stworzyłem swoją fotograficzną wizytówkę, portfolio z najlepszymi zdjęciami na www.mason.org.pl.

Dlaczego publikuję te fotografie? Bo wiem, że mają jakiś klimat nadany im przeze mnie. Nie powinienem się porównywać, ale może udaje mi się uchwycić coś w rodzaju „American Elegy” o której wspomina na swoim (nota bene bardzo dobrym) blogu Iczek?

To ocenić możecie chyba tylko Wy.

 

Dodaj komentarz