Zaczęło się wszystko od spotkania z Baronem we Wrocławiu. Umówiliśmy się, że spotkamy się w centrum handlowym w barze z sushi. Ponieważ pociąg spóźnił się, Adam zastał nas czekających na jedzenie. Powiedział więc, że pójdzie na dół, bo chce kupić nowy obiektyw, Samyang 500mm. Stwierdziłem, że oszalał, bo podobne obiektywy już ma, ale niech zaczeka, bo chcę patrzeć jak kupuje. I tak rozpoczęliśmy rozmowę.

Po zjedzeniu obiadu zeszliśmy do sklepu. Adam zajął się kupowaniem obiektywu, a ja pokazałem Milenie jaki asortyment chciałbym kiedyś kupić (jak wygramy w Totka). Oczywiście ceny egzemplarzy, które chciałbym mieć oscylują w okolicy dwóch do czterech tysięcy złotych. Wpadłem też na pomysł, że skoro Baron kupuje nowe szkło, to stare będzie mógł mi pożyczyć na dłużej, więc kupiłem przejściówkę do swojego Pentaksa. Po krótkich testach odebrałem Adamowi nowy nabytek i podpiąłem go do aparatu. I w tym momencie słyszę słowa mojej najukochańszej, najbardziej umiłowanej, przecudownej i przewspaniałej żony: „Jak chcesz, to możesz sobie taki kupić”. Na moment mnie zatkało, trochę oszołomiło i zacząłem myśleć logicznie. Wydedukowałem sobie, że czemu nie? I też kupiłem sobie 500mm Samyanga. Nie wiem, czy Wam wspominałem, ale to dzięki mojej najprzewspanialszej żonie.

A potem wyszliśmy na spacer, żeby razem z Baronem przetestować nowe nabytki.

 

Na forach internetowych, czasem w dyskusjach na żywo, spotykam się z poglądami, że manualne, tanie obiektywy są do bani, a ich kupowanie to pomyłka. Adam wspominał o takich opiniach niedawno w felietonie do Fahrenheita. I rzeczywiście, tani sprzęt jest gorszy, nie ma autofokusa, optycznie też odstaje, ale… można nim robić zdjęcia, dobre zdjęcia. Fotografie mógłbym rzec, gdybym nie był tak skromny jak jestem.

Dziś w plecaku miałem dwie Sigmy z AF: 17-70mm i 70-300mm, oraz cztery manualne: JC Penney 135mm/2.8, Pentax 50mm/1.7, i Samyangi 8mm i 500mm. Pierwszych trzech nawet nie wyciągałem, za to bardzo lubię 50 i 8mm. O pięćsetce niewiele mogę jeszcze powiedzieć poza tym, że pogoda nie sprzyjała testom teleobiektywu o f8. Mało przejrzyste powietrze, konieczność stosowania wysokiego ISO 6400, zbyt długi czas naświetlania… Trudności na każdym kroku. Ze zdjęć testowych nie do końca jestem zadowolony, ale wiem już jedno – moim nowym obiektywem da się robić zdjęcia. I nie tylko nim.

Pierwsze trzy fotki pstryknięte były 500mm, butelki 8mm, a kapelusze 50mm. Wszystkie manualnymi obiektywami. Dwóm ostatnim niewiele można zarzucić pod względem technicznym, a jednak ciągle wzdrygają mną ciarki, kiedy pomyślę, że gdzieś tam w internecie ktoś właśnie miesza z błotem pomysł zakupu taniego obiektywu.

Przecież w fotografii nie o to chodzi, by mieć najlepszy sprzęt, a o to, by robić zdjęcia… Mam wrażenie, że zapominają o tym czasem nie tylko onaniści sprzętowi…

Dodaj komentarz