Nie lubię zdjęć wypadków, szczególnie, odkąd stały się pożywką różnego rodzaju szmatławców. Mierzi mnie to, że byle pstryki, zrobione bez cienia refleksji trafiają na łamy gazet.

Prawdopodobnie nie opublikowałbym tych zdjęć, gdyby nie dwie rzeczy:

  • nikomu nic się nie stało,
  • bezdenna głupota sprawcy wypadku.

A rzecz wyglądała tak:

  1. kierujący motorem na przejeździe kolejowym uderzył w bok pociągu.
  2. pociąg został unieruchomiony na ok. półtorej godziny.
  3. pierwszym pytaniem motocyklisty było podobno „Kto mi zapłaci za motor”.
  4. sprawca w pierwszym odruchu wyrzucił w trawę butelkę (najprawdopodobniej z alkoholem), po pewnym czasie (w oczekiwaniu na policję i komisję kolejową) zaczęło go najwyraźniej suszyć, więc odnalazł butelkę i wypił.
  5. motocyklista stwierdził, że motor da się naprawić, 600 złotych i będzie jak nowy.
  6. niedopitą butelkę odebrali koledzy lub rodzina sprawcy (którzy przyjechali po jakimś czasie).
  7. podobno jednym ze stwierdzeń motocyklisty było „Ale ja przecież machałem”…
  8. a potem przyjechała policja.